17 czerwca silna grupa – klasa 7a – pod opieką dwójki nauczycieli zdobyła dwa* najważniejsze szczyty Pasma Łysogórskiego Gór Świętokrzyskich. W pierwszej kolejności przymierzyliśmy się do „królowej” tzn. do Łysicy, która uchodzi za najwyższy szczyt naszych gór, chociaż nie do końca tak jest.
*Tu należy wyjaśnić, że w sumie zdobyliśmy trzy szczyty, bo w drodze na Łysicę –
a wędrowaliśmy szlakiem od strony Kakonina – pierwsza powitała nas Skała Agaty.
Od kilku lat to właśnie ona dzierży palmę pierwszeństwa, a raczej wyższości w Górach Świętokrzyskich, bo wg pomiarów dokonanych przez naukowców z Politechniki Świętokrzyskiej w latach 2018 – 2019 wysokość tego szczytu osiąga 613,96 m. n. p. m. (dotąd sądzono, że ma 608 m), zaś leżący bardziej na zachód wierzchołek z krzyżem – czyli Łysica jest o 0,65 m. niższy i ma 613,31 m. n. p. m. Trudy wyprawy osładzała nam przepiękna przyroda Puszczy Jodłowej i wspaniała pogoda z idealnie świeżym leśnym powietrzem. Przy źródełku świętego Franciszka uczniowie wysłuchali opowieści przewodnika świętokrzyskiego o znanym wielbicielu i piewcy tych terenów Stefanie Żeromskim. Mogliśmy naocznie przekonać się, że za młodu był niezłym rozrabiaką – nie dość, że niezbyt przykładał się do nauki w kieleckim gimnazjum, to jeszcze na pamiątkę jednej ze swych młodzieńczych wędrówek podpisał się na ścianie kapliczki Janikowskich w Świętej Katarzynie.
Kolejnym punktem naszej wycieczki był Święty Krzyż, tzn. Łysa Góra, czyli inaczej Łysiec.
Skąd takie bogactwo imion tego szczytu? Najprościej wyjaśnić, że Łysiec to „król”, który wraz z „królową” panuje nad Górami Świętokrzyskimi albo że Łysa Góra to miejsce, jakie upodobały sobie legendarne tutejsze czarownice na swoje sabaty….
A gdy na wzgórzu liczącym 595 m. n. p. m. założono klasztor i osiedlili się tu benedyktyni – prawdopodobnie był to wiek XII, to czarownice fruwając na swoich podniebnych pojazdach bardzo zdenerwowane tym, że oprócz zwykłego kościoła powstało na górze sanktuarium próbowały przepędzić mnichów zrzucając na ich siedzibę ogromne głazy, lecz osiągnęły tylko tyle, że kamienie się roztrzaskały i utworzyły słynne gołoborza J, zakonnicy zaś pełnili swa posługę jeszcze przez wiele lat.
Powstanie sanktuarium na wzgórzu datuje się na początki XIV wieku, gdy według jednej
z legend książę Władysław Łokietek przekazał tutejszym mnichom relikwie drzewa Krzyża Świętego. Bardzo popularna jest także opowieść o podarowaniu relikwii przez węgierskiego królewicza Emeryka, syna króla Stefana I Świętego, gdy przybył on z wizytą do swojego przyszłego teścia Bolesława Chrobrego, choć według innej opowieści miał on poślubić córkę Mieszka I… Jak to z legendami bywa, zawsze znajdziemy w nich przynajmniej jedno ziarnko prawdy i wiele niejasności – w tym przypadku na przykład takie, że królewicz Emeryk żył w latach 1007 – 1031, czyli zupełnie nie za czasów księcia Mieszka I, nie daje się go również według wiedzy historycznej „ożenić” z żadną z córek Bolesława Chrobrego.Niepodważalny natomiast jest fakt, że opactwo na Świętym Krzyżu przez stulecia było najważniejszym sanktuarium na polskiej ziemi. Szczególnie upodobali je sobie Jagiellonowie: siedmiokrotnie odwiedzał je Władysław Jagiełło (np. w drodze na koronację w Krakowie oraz w drodze pod Grunwald), aż dziesięciokrotnie przebywał tu jego syn Kazimierz, Zygmunt Stary sześć razy, a jego syn Zygmunt August trzykrotnie. My zwiedziliśmy eleganckie wnętrze bazyliki mniejszej wyposażonej w serię obrazów Franciszka Smuglewicza – poznaliśmy ciekawostkę o ciżemce Emeryka J i zachwyciliśmy się przepiękną Kaplicą Relikwii (Kaplicą Grobową Oleśnickich), gdzie przechowywane są cząstki drzewa Krzyża odnalezionego przez cesarzową Świętą Helenę, wstąpiliśmy do krypty Jeremiego Wiśniowieckiego starając się nie naruszyć jego wiecznego spokoju, zaliczyliśmy spacer po krużgankach i posileni obiadem w Jadłodajni pod Aniołami zajrzeliśmy też do kawiarni w Starej Aptece – było pysznie!




